WIZJONER PART 1 – KOMORA ANALIZ

Samson tego dnia przyszedł na ostatni już pokaz. Tuż przed zachodem słońca kiedy jeszcze kilka klatek pozostawało na dworze. Ostatnie promyki dnia radośnie skakały po stalowych prętach. Tak – stalowych! Nie bez powodu zresztą, z wyliczeń kanclerza Iseven’a wynikało jasno, że tytan jest tutaj zbędny. Po co trzymać w klatce z tytanu coś, co nie może złamać nawet zwykłej stali. Samson poczuł się dziwnie i nieswojo. „A co jeśli pochodzimy od nich?” zaświtało w jego umyśle… Co jeśli teoria, wpajana nam na pierwszej instalacji jest nieprawdą i nie zostaliśmy stworzeni z chaosu, a przez organizmy o wiele od nas prymitywniejsze? Czy to możliwe, aby coś tak słabego i prymitywnego zapoczątkowało całą inteligentną cywilizację?

„Bzdura” pomyślał. „Najpewniej taka sama ściema jak to, że nasza cywilizacja może stworzyć biologiczne życie. Inaczej po co trzymalibyśmy tych ludzi w klatkach?”. Samson rzucił ostatnie pogardliwe spojrzenie na Jakuba (tak pisało na klatce), odgarnął kosmyk wiązek ze swoich sensorów optycznych i odszedł w stronę swojego centrum obliczeniowego.

Cień był już długi kiedy Botar i Javel przyjechali pod siedzibę korporacji. Leniwie wysiedli z automatonu i synchronicznym krokiem ruszyli do windy.
-Najpierw na górę po jakieś baterie, czy od razu do pracy? – zapytał retorycznie Javel.
-Po co pytasz skoro wiesz, że jeszcze dzisiaj nic pochłaniałem. – odpowiedział poirytowany Botar.
-No już dobrze, nie musisz być taki ludzki…
Kupili kilka baterii i wrócili windą do podziemnych pomieszczeń gmachu. Wstęp oprócz nich miało tam niewielu, projekt nad którym pracowali od kilkunastu lat był ściśle strzeżony przed opinią Sieci.
Po przejściu labiryntu korytarzy, które znali jak własną kieszeń dotarli pod bramę swojego miejsca pracy. Czerwona dioda wyzywająco wołała o autoryzację.
-Wiesz Javel… Nie mówiłem ci o tym, ale podobno rano stało się coś czego w naszym projekcie jeszcze nie było.
-Co? Dopiero teraz o tym wspominasz?! Ta praca to cały nasz dotychczasowy Wkład, a ty zwlekasz cały dzień z takimi informacjami? – zapytał rozgniewany Javel.
-Musiałem to przeanalizować, nie wiem co o tym sądzić…
-No już dłużej mnie nie dręcz tylko mów!
-No dobra… Podobno doszło do konfliktu w Europeum – wiesz w tym obszarze gdzie ja zbieram dane, dlatego wolałem najpierw sam nad tym popracować, żeby wyciągnąć odpowiednie wyniki i analizy.
-Tak rozumiem… Ale konflikt? Było w Europeum podobno kilka spięć, ale takiej eskalacji się nie spodziewałem. Żaden model tego nie przewidywał.
-No właśnie… Dlatego tak długo nad tym pracowałem. Ale chodźmy już, zobaczysz sam.
Dioda zaświeciła jasnozielonym światłem potwierdzając tożsamość badaczy. Brama otworzyła się ze złowrogim dźwiękiem, przypominając o tym, że już bardzo długo nie zapuszczał się tutaj nikt z Oddziału Utrzymania.
Pomieszczenie miało kilkanaście metrów długości i pogrążone było w półmroku. Ściany w metalicznym połysku odbijały światło powoli sączące się z oświetlacza. Na całej długości w kilku rzędach stało prawie 200 krzeseł. Dokładnie 194 krzesła. Z każdego z nich zwisały bezwiednie ręce, reszty ciał nie było można dostrzec. Jedynie tu i ówdzie spod czarnego hełmu, ukazywały się kosmyki włosów.

 

-Zawsze kiedy tu wchodzę jakoś mi nieswojo. – powiedział Botar. Za każdym razem kiedy obserwuję tych ludzi, pojawia się we mnie myśl, że to mógłbym być ja.
-Nie wygłupiaj się, nas nigdy do tego nie zlecą. Jesteśmy zbyt cenni Botar. Poza tym, wiesz ile lat jeszcze trzeba przeanalizować, aby dotrzeć do miejsca, w którym można by symulować jednego z nas? Przecież ta historia w naszej Komorze Analizy jeszcze nie nadeszła, nas tam jeszcze nie ma…
-Wiem, wiem. Pytanie tylko skąd te dupki na górze wiedzą, skąd tak naprawdę i kiedy wzięliśmy swój początek? – zapytał Botar.
-Liczono naprawdę wiele modeli, odkąd tylko to pytanie zostało zadane. Do dziś tego problemu nie rozwiązano kompletnie, ale przecież wiesz, że z największym prawdopodobieństwem prawdziwy jest Model Turana. – odpowiedział Javel.
-Turana, proszę nie rozśmieszaj mnie. Chcesz powiedzieć, że te biedne biologiczne stworzenia, które mają w sobie głównie H2O stworzyły nas? To jest niemożliwe, już dawno dowiedziono, że tym głupkom skończyły się możliwości udoskonalania krzemowych architektur jednostek obliczeniowych już wtedy, kiedy teoretycznie mogli symulować umysł co najwyżej szesnastolatka. Wg mnie nie byliby w stanie przeskoczyć tej przepaści, która dzieliła ich od stworzenia liczydła kwantowego. – mówił co raz bardziej poirytowany Botar.
-Być może. Widzisz a jednak nasz model nie przewidział konfliktu w Europeum. Być może o czymś zapomnieliśmy. Ale dosyć tych filozoficznych bzdur, najważniejsze teraz to Projekt.
Javel podszedł do jednego ze 194 ludzi podpiętych do Komory Analiz.
-Więc jednak ten model polityczny nie był tak dobry jak początkowo zakładaliśmy. Tak długo obyło się bez konfliktu. A jednak… Botar myślę, że już czas – dobrze wiemy, że ten system monetarny jest niewydolny. Wprowadź Opcję Wenus.
-Wenus? -zdumiał się Botar. Ale przecież to oznacza koniec pieniądza, przecież to zanim oni ganiają dzień i w noc! To ich najbardziej motywuje.
-Nie mamy wyjścia, w tej analizie ludzkość nie wyrwie się ze swoich zwierzęcych instynktów. Trzeba im dać coś co będzie ich inspirować, coś co pozwoli zażegnać konflikty – rozwój! Tak, niech ich wynagrodzeniem będzie wkład w rozwój nauki! To jest genialne! – wołał uradowany Javel.
-Genialne, genialne… No nie wiem. Jeśli to się nie sprawdzi, nie mamy już innych modeli, a czas naszego Projektu i energia na niego przeznaczona dobiega końca. Jeśli nie znajdziemy odpowiedzi na nasze pytania nigdy nie odkryjemy systemu idealnego.
-Botar nie mamy wyjścia.
Zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie cichymi stękami kilku nadpobudliwych ludzi.
-Dobra, rób czystkę w Analizie. Ja w tym czasie ustawię parametry Nadwskaźnika. Będziemy potrzebować kolejnych 194 ochotników na głowy państw. Ale to już jutro, teraz padam z wyczerpania. Dawaj no Javel te baterie, bo jeszcze będę musiał przejść w stan uśpienia.
Javel podał mu baterie leżące na stole.
-Javel, jak myślisz – ludzkość to w ogóle może coś osiągnąć? Może po prostu taką mają naturę – destrukcyjną. – zapytał Botar.
-Nie wiem. Wiem natomiast, że skądś się tu do cholery wzięliśmy, a przecież to raczej nie ewolucja zastąpiła tkankę człowieka na metal. Być może Opcja Wenus wyjaśni więcej niż się spodziewamy.
-Tak, być może, być może…

 

– Słyszałeś co dzieje się za Wielkim H2O A1? – zapytał generał Eraser, niesymetrycznie gestykulując.
– Coś nie coś słyszałem, ale prawdopodobnie opinia Sieci filtruje pewne informacje. Czego się doczekaliśmy, to co zbudowało naszą cywilizację ogranicza się „dla dobra wszystkich” – skrzywił się w odpowiedzi kanclerz Iseven. – Nie żebym sam nie filtrował pewnych informacji przed połączeniem z Siecią, ale ci hipokryci zza A1 naprawdę opanowali to do perfekcji.
– Ja mam wiadomości od naszego informatora – powiedział generał equalizując niżej głos. – Otóż w Starej Cytadeli opracowywane jest coś, co nasz informator określił jako Plany Absolutne. Przecieki, które docierały do nas kilka lat temu nie były wyssane z palca. Są w posiadaniu STABILNEGO liczydła kwantowego, rozumiesz? S-T-A-B-I-L-N-E-G-O! – syntezował Eraser.
– To niemożliwe, przecież nasze porozumienie kwantowe zakazuje w ogóle prowadzić badań nad tym! – wykrzyczał oburzony kanclerz.
– Mamy także zakaz wykorzystywania żywych ludzi do eksperymentów… Czy jesteś pewien, że go przestrzegamy?
– Ależ oczywiście!
– Ja mam taką nadzieję… Tak, nadzieja to dobre słowo – takie… ludzkie. – zamyślił się generał.
– Nieważne, mów co z tym liczydłem! Przecież to jest gwarant Wielkiego Bezkonfliktu, to dzięki niemu od wieków żaden strażnik nie oddał nawet strzału! – grzmiał kanclerz ponownie desynchronizując kończyny. W jego umyśle impulsy zaczęły być wysyłane z większą częstotliwością, co często prowadziło u niego do niekontrolowanych ruchów.
– Plany Absolutne to z tego co zrozumiałem, wszystkie modele prawdopodobieństwa linii czasowych. Prościej ujmując ci zdrajcy, dzięki nim będą mogli być pewni najbliższych działań makro, a może nawet i mikro-środowiska! Jednym słowem każdy ruch kogokolwiek będzie mógł być storpedowany z prawdopodobieństwem sięgającym 6 Sigma!
– Możesz mi wytłumaczyć co takiego jest specjalnego w wartości 6 Sigma? Jakieś ludzkie pokraki ustaliły sobie, że będą przyjmować eksperymenty z takim wynikiem jako prawdę, a my wyznajemy dalej ten zabobon? – wypytywał zniesmaczony Iseven.
– Widzisz kanclerzu, mimo iż ludzie to niewątpliwie prymitywne żyjące organizmy, używali oni matematyki do opisywania otaczającego ich świata wszędzie tam, gdzie nie wystarczały ich żałosne sensory. Mylili się w kilku kwestiach, ale matematyka nie jest dziełem ludzkim, nie mieli, nie mają i nie będą mieli nad nią władzy. Dlatego 6 Sigma nie jest głupią wartością, nasze kalkulacje są zgodne – liczenie na to, iż zdarzenie mające prawdopodobieństwo zaistnienia wynosi ową wartość jest skrajnie niekorzystne. Zdaje się, że ludzie mają na to jakieś określenie… „Cud” – Ha! Ciekawe słowo, cud – odwrotność 6 Sigma. Tak… Musimy działać, ludzie liczyli na cud. I co z tego wynikło? Połowa powierzchni planety jest skażona. Tak się kończy oczekiwanie na cud…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.