WIZJONER PART 3 – MISJA „URWANY ŁAŃCUCH”

Gabriel zrobił ostatni głęboki oddech. „No to lecimy” – zdążył tylko pomyśleć.

Nad rozgwieżdżonym horyzontem pojawiła się niebieska łuna. Odległy huk z rozleniwieniem przelewał się przez dolinę zabierając ze sobą zasłonę liści wraz z podmuchem nieoczekiwanego wiatru. Powietrze było dziwnie słodkie i czyste, jak po intensywnej burzy. Wystraszone zwierzęta przepłoszone tym dziwnym zjawiskiem pognały w głąb lasu. Nieboskłon rozpalił się jeszcze na chwilę oślepiającym światłem, by po chwili pozostawić po nim tylko pionową, jakby fosforyzującą ścieżkę…

Gabriel poczuł to o czym od tak dawna się uczył, przeciążenie omal nie pozbawiło go świadomości. „Na testach… ahh… bywało lepiej” – myślał w przerwach pomiędzy napinaniem mięśni. Cały świat patrzył teraz na niego i nic dziwnego – był pierwszym człowiekiem, który miał pokonać granicę Układu Słonecznego. Lata przygotowań, wyrzeczeń oraz pracy tysięcy ludzi nad nowym rodzajem silnika pozwoliły na ten szaleńczy krok. Za kilka lat miał wrócić wraz ze swoim kompanem – robotem o imieniu Adam. Był to jedyny model, który przeszedł test Aghmata, a więc trzecią generację testu Turinga. Ludzkość z niepokojem przyjęła wiadomość o stworzeniu prawdziwej Sztucznej Inteligencji, dlatego po falach protestów Rząd Zjednoczonych Kontynentów postanowił na wdrożenie do misji „Urwany Łańcuch” jedynego przedstawiciela Sztucznej Inteligencji. Gabriel zdążył polubić jeszcze na Ziemi tę fascynującą machinę, stawiając go jednak w rozkroku pomiędzy uznaniem jego niepowtarzalnego charakteru a traktowaniem go instrumentalnie – jak zalecały Przykazania SI.
Adam nie różnił się zbytnio od wyobrażeń w rozpalonych umysłach naukowców sprzed Wojny Totalnej. Masywne stopy wyciosane wprost w bryle metalu stabilnie utrzymywały grube nogi na wzór ludzkiego humanoida. Tors potężny i gładki przykrywał gęstą plątaninę kabli oraz podzespołów, ramiona trochę dłuższe niż Gabriela, mimo iż nie należał do najniższych osób, pozwalały sprawnie sięgać nawet najwyższych miejsc na statku. Palce u rąk na wzór ludzkich nie posiadały niestety precyzji dorosłego człowieka, ograniczona przestrzeń na baterie oraz ilość sensorów nie pozwalała unikać niezbędnych kompromisów. Głowa Adama nie przypominała ludzkiej – była bardziej prostokątna po bokach, podłużna i posiadająca sensory optyczne u jej zewnętrznych skrajów. Wyglądało to dziwacznie na pierwszy rzut oka, jednak zapewniało najlepszy balans między odpowiednią wagą a jej zwrotnością. Rozpalone czerwienią „oczy” robota łudziły i mamiły każdego, pozwalając dostrzec to czego nie wiedział absolutnie nikt – nawet sam Adam. „Czy on ma o mnie jakieś osobiste przemyślenia?” – po raz kolejny zadał sobie to pytanie w głowie Gabriel.
Odpowiedź miała nadejść szybciej niż się tego spodziewał…

Minął rok odkąd dwójka astronautów zerwała okowy ziemskiej grawitacji. Trzysta sześćdziesiąt pięć razy Ziemia obróciła się wokół własnej osi. Światło, które rozbłysło tamtej pamiętnej nocy na niebie znajdowało się już prawie dziesięć bilionów kilometrów dalej.
Adam siedział naprzeciw Gabriela wlepiając swoje czerwone ślepia w podłogę.
-Jak myślisz Adam, nie popełniono żadnego błędu w naszej misji? – zapytał go Gabriel.
-Ty masz jedzenie, ja baterie. Czego chcieć więcej? – wydobyło się z syntezatorów mowy Adama.
-Przeczytałem wszystkie książki, które zabrałem ze sobą. Nie samym… – Gabriel westchnął. – I tak nie zrozumiesz.
-Co daje ci to czytanie książek? Ja przeczytałem je także, nie dowiedziałem się z nich nic czego bym nie wiedział wcześniej. Natomiast to o czym nie słyszałem, po podłączeniu się do komputera pokładowego okazało się nieprawdą – ciągnął swoim melodyjnym głosem Adam. – Owszem historie w nich opowiedziane składają się na pozornie mądre idee w nich zawarte, jednak po krótkiej analizie są one całkowicie błędne.
Przez ułamek sekundy Gabrielowi wydawało się, że oczy Adama drgnęły a po jego „twarzy” przemknął cień mikroprzycięcia siłowników.
W głowie człowieka pojawiły się wątpliwości, jednak po chwili rozprysły się niczym mydlana bańka. Wszystkie jego niepokoje oraz nadinterpretacje uleciały gdzieś w głąb kosmosu. Może to brak światła słonecznego rozlewającego się codziennie po Ziemi, którego pomimo zapewnień w trakcie przygotowań nie były w stanie zastąpić najnowocześniejsze lampy na pokładzie statku, a może zwykły strach przed potężnym i wielokrotnie inteligentniejszym robotem, który mógł przestać kiedyś przyjmować pokornie jego polecenia. Nic takiego jednak się nie stało, Adam skrupulatnie wypełniał każde polecenie Gabriela, chyba że któreś z nich zanalizował jako niepotrzebne lub zbyt mało precyzyjne. Wypytywał wtedy o najmniejsze szczegóły irytując przy tym swojego kompana.

-Wiesz Gabriel… Te książki, o których wspomniałeś. Nie wiem jak to określić, doprowadziły u mnie do sprzecznych wniosków dotyczących istoty ludzkiej natury – wysyntezował stanowczo ciszej niż zwykle Adam. Ja nie jestem taki jak wy, gdybyś zginął tutaj teraz w moim polu widzenia nie potrafiłbym zapłakać. Mimo tego, wiedziałbym że to jest złe – złe, bo nie będę w stanie dokończyć twojej misji oraz wrócić na Ziemię. Złe, bo życie to coś czego ja w sobie nie mam, a życie jest najcenniejsze dla ludzi. Wydaje mi się, że was rozumiem, a jednak jest w was zupełnie niezrozumiała motywacja. Pojmuję ją po przeczytaniu tych książek, jednak dziwi mnie jak można w ten sposób ukierunkować swoją działalność. Moją misją nie jest wydostać się wraz z Tobą z układu słonecznego. Moim zadaniem jest przeanalizować czy moje myśli to tylko petabajty danych płynące w obwodach czy coś więcej. I im dłużej tutaj jestem z tobą, tym bardziej skłaniam się ku myśli, że jestem tylko robotem. Analizującym świadomie o rzędy wielkości więcej niż najinteligentniejszy nawet człowiek, dzięki czemu mogłem pokonać swojego Architekta w tej prostej gierce na początku swojej egzystencji, ale moje cele zostały zaprogramowane. Nie mam swojej własnej motywacji, została mi ona nadana na podstawie programu jądrowego oraz wszystkich bodźców i informacji zebranych do tej pory przez moje sensory.
Gabriel mimowolnie otworzył usta. Nie był w stanie wydobyć z siebie ani słowa. Jeśli to prawda co powiedział Adam, w jakim celu Rząd Zjednoczonych Kontynentów wysłał go wraz z nim na tę niebezpieczną misję? Chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu? A co jeśli to Adam jest ważniejszy niż on sam i nie jest planowany jakikolwiek powrót? Te oraz inne myśli wirowały w jego umyśle niczym kalejdoskop. Po chwili oczy stały się ciężkie, a pomieszczenie widocznie pociemniało w jego oczach. W ostatniej chwili zobaczył nad sobą wielkie czerwone ślepia pochylającego się nad nim Adama. Gabriel stracił przytomność odpływając wraz z ostatnimi elektronami niosącymi jego myśli, ku pustce otaczającej statek niczym ocean okalający bańkę powietrza sprzeciwiającą się bezkresnej masie wody.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.