WIZJONER PART 4 – UPIORNE SPLĄTANIE ANALIZ

Kolejny raz te same obrazy. Wielka radość po lądowaniu, żona i dzieci płaczące w ramionach. Z otworu lądownika za jego plecami najpierw ukazały się dwa czerwone punkciki, później lśniąca głowa. Czerwone oczy Adama przygasły. Popatrzył na Gabriela, pomachał do jego szczęśliwej rodziny i ruszył w kierunku głównej siedziby ICASA eskortowany przez kilka jednostek badaczy oraz uzbrojonych strażników. Gabriel dokładnie wiedział co będzie dalej – czekała go kilkudziesięcioletnia wędrówka przez życie. Widział jak ludzkość przełamuje kolejne bariery, które jeszcze niedawno wydawały się nie do pokonania. Widział jak technologia zapewnia spokojny oraz szczęśliwy byt swoim wynalazcom oraz społeczeństwu. Na jego oczach tworzono kolejne udoskonalone wersje robotów, znacznie bardziej zaawansowane od pierwszego przedstawiciela Sztucznej Inteligencji, z którym odbył lot poza Układ Słoneczny. Ludzkość święciła triumfy, każdy dzień był jak rejs po oceanie w poszukiwaniu nieznanego dotąd lądu. Z każdego źródła informacji można było przynajmniej kilkukrotnie usłyszeć o nowinkach technologicznych z zakresu informatyki, robotyki czy kosmonautyki. Fizycy niczym wytrawni spawacze zdawali się łączyć w ogniu nauki na pozór różne teorie oraz dowody w swoich scalających eksperymentach, o których przed Wojną Totalną nikt nie był w stanie nawet pomyśleć. To były wielkie dni. Wielkie dni, które Gabriel znał aż za dobrze, ponieważ przeżywał je już kilkukrotnie. Wiedział także co czeka go dalej… Miał kilka lat więcej kiedy miał miejsce Incydent w Nowym Berlinie. Po raz kolejny obserwował proces pierwszego skazanego na koniec egzystencji robota – Naik’a. Pierwszy robot, który świadomie zabił człowieka. Wydarzenie to wstrząsnęło światem, przerażeni ludzie zaczęli bać się Sztucznej Inteligencji. W ciągu zaledwie kilku lat relacje pomiędzy ludźmi, a robotami zaogniły się do nieznanych dotąd rozmiarów. W jakiś sposób te chodzące bryły metalu, zaczęły rozstrzygać Przykazania SI na swoją korzyść w konfrontacji z bezzasadnym zagrożeniem swojej egzystencji. Precedens który wywołał Naik, rozlał się cieniem po całej planecie. Kiedy oficjalnie podzielone obozy wypowiedziały sobie wojnę, Gabriela po raz kolejny ogarnął strach. Ziemia pod jego stopami zaczęła drżeć, z daleka oślepiający błysk zranił oczy. „Nareszcie” – przeleciała myśl w jego głowie. Nie był to jednak koniec jego udręki. Tym razem zobaczył coś nowego. Bezwiednie dryfował na orbicie okołoziemskiej kiedy ogromna platforma przesłoniła tarczę księżyca. Popatrzył na swoje ręce, były wciąż młode, nieskażone piętnem czasu i bruzdami wyrytymi dłutem sędziwości. Obraz stawał się niewyraźny i przepełniony szumami. Platforma która z ogromnym pędem minęła księżyc, przed chwilą widoczna jak na dłoni, zaczęła znikać w oddali czarnej pustki rozmazującego się obrazu…

Gabriel obudził się spocony. Czuł się niesamowicie zmęczony, jakby sen zużył jego siły zamiast zregenerować organizm. Powoli ustabilizował oddech i uspokoił się. Leżał dalej nieruchomo patrząc w czarną otchłań rozświetloną pojedynczymi jasnymi punktami poprzez maleńkie okienko w jego szalupie. Ten sen stał się jego przekleństwem, nigdy nie wiedział kiedy znów zniewoli jego umysł na niewyobrażalne więzienie jego przyszłego życia. Nigdy nie podzielił się tym z Adamem, choć żadnej pokusie nie opierał się nigdy bardziej. Nie wiedział czy to co zobaczył było wymysłem jego wyobraźni, czy uosobieniem jego najskrytszych fobii. W dziwny sposób czuł jednak, że coś tę wizję mu podsuwało skazując go na cierpienie, które było ponad jego siły. Rozpłakał się. Chciał wrócić do swoich dzieci oraz żony, zapał który popchał go w najdalsze zakątki Układu Słonecznego wypalił się. Nienawidził szczerze każdego milimetra tego statku. Nawet Adama, którego polubił tak jak można polubić maszynę, traktował jak współwięźnia – kogoś kogo trzeba zaakceptować, jeśli nie chce się żyć w kompletnej samotności przez następnych kilka lat.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.