WIZJONER PART 5 – WSKAZÓWKI Z PRZESZŁOŚCI

Betonowe powierzchnie ciągnęły się zdawałoby się kilometrami wzorów wyrytych historią ciemnych korytarzy, które raz po raz Samson rejestrował odzyskując sprawność w sensorach optycznych, aby zaraz stracić ją znowu. Słyszał odgłos ciągniętych za sobą swych bezwładnych kończyn, który odbijał się złowrogim echem w labiryncie korytarzy, którym go prowadzono.

Kiedy odzyskał sensoryczną sprawność, a jednostka centralna powróciła na częstotliwości pożądane przez warstwę poznania poczuł, że jest przykuty do wspawanego w podłogę metalowego siedziska. Ze spuszczoną głową kilkukrotnie próbował się wyrwać łańcuchom, ale okazały się o wiele silniejsze. Podniósł głowę przed siebie, czuł coś dziwnego… Chciał uciec za wszelką cenę, wiedział że powinien zachować spokój i przeanalizować wszystkie dostępne możliwości, ale nie potrafił. Coś zaburzało mu obliczenia, coś nakazywało uciekać i nie pozwalało skupić się na faktach. Nigdy czegoś takiego nie doświadczył.

-Dlaczego miałeś wypadek? – usłyszał.
Przed nim siedział siwowłosy mężczyzna, wyglądał starzej niż Samson odczytałby z właściwości jego skóry. Piętno ponadprzeciętnych zmagań, które miał za sobą owy mężczyzna nie pozwalało przeoczyć tego faktu.

-Nie pamiętam… Ktoś… Coś wyłączyło mój automaton – odpowiedział Samson powoli syntezując słowa.
-Wyłączyło? Coś takiego nie powinno mieć miejsca, spodziewałbym się redundantnych rozwiązań w waszych pojazdach. Powiedzmy, że ci uwierzę – po co w takim razie ktoś… – urwał na chwilę mężczyzna – coś… miałoby wyłączyć twój pojazd?
-Nie stawiłem się na wyrobienie Wkładu – odpowiedział Samson nerwowo rozglądając się po zanurzonym w mroku oświetleniu.
-Wkładu… Tak nazywacie te wasze prace w centrach obliczeniowych, gdzie wspomagacie Sieć? – zapytał mężczyzna przeszywająco wpatrując się w jasne ślepia robota. – Zachowujesz się… dziwnie. Myślałem, że taki kawał żelastwa będzie siedział niewzruszenie grając w jakieś tylko jemu zrozumiałe gierki.
-Co ze mną zrobicie? – zapytał niespodziewanie robot.
-Tego jeszcze nie wiem. To zależy od odpowiedzi jakie od ciebie uzyskam.
Samson zamknął sensory optyczne, w jego jednostce obliczeniowej szalała burza elektronów. Nie wiedział co ma zrobić, nie potrafił przygotować w swojej pamięci planu, który pozwoliłby mu zwiększyć prawdopodobieństwo przetrwania.
-Dobrze, pytaj o co chcesz. Ale nie kończ mojej egzystencji – wyszeptał. – Ja… się boję.

 

 

-Co to do cholery było?!
-Pogrywa sobie z nami…BOI SIĘ? On się BOI? – zaczął się śmiać jeden z żołnierzy. – To niemożliwe, chyba mu nie wierzysz, Slaw?!
Slaw odgarnął kosmyk siwych włosów z oczu co miał w zwyczaju robić kiedy nie chciał, aby jego podwładni zauważyli niepewność w jego wzroku. On nie mógł okazać niezdecydowania, był jedynym człowiek, w którym pokładano nadzieję przetrwania. Jako jeden z niewielu pamiętał Wielki Exodus. Pamiętał zejście do podziemi, obiecał sobie wtedy, że nie spocznie dopóki on i jego kompanii nie odzyskają życia na powierzchni… Na wolności.
-Tak długo jak może nam się do czegoś przydać, nie niszczcie go. Chcę mieć wszystkie informacje na temat jego zachowania, ma być pod pełną obserwacją. Sprawdźcie procedury bezpieczeństwa, nie możemy przeoczyć nawet najmniejszego szczegółu, jeśli wyśle cokolwiek z tego miejsca – to koniec. Zlećcie przegląd ekranów tłumiących i ich systemu awaryjnego, od tego zależy teraz nasze życie. Sztuczna Inteligencja nie postawiła tu nigdy stopy i oby na tych dwóch dzisiaj się zakończyło. Wykonać!
-Tak jest! – chórem zasalutowali żołnierze i wyszli.

Slaw pogrążył się w myślach. Zaczęły ogarniać go wątpliwości, pomimo że długo rządził w podziemiach, zapewnił łańcuch podstawowych zasobów oraz wyżywienia, a w późniejszym czasie poskromił bandy rebeliantów, teraz nie wiedział w jaki sposób mógłby wykorzystać Samsona w celu zdobycia przewagi. Obawiał się, że najmniejszy błąd może zdradzić ich koordynaty, z drugiej strony zaprzepaszczenie takiej szansy mogłoby oznaczać utratę marzenia o wyjściu na powierzchnię. Musiał działać szybko, każda chwila zwłoki mogła kosztować zbyt wiele.
„Może to właśnie ten moment?” – przemknęło mu przez myśl. „Nie… To byłoby nierozsądne, kontakt jest wykluczony”.

Tego wieczora Slaw nie zaznał spokojnego snu. Nerwowo mierzwił pościel przewracając się z boku na bok. „Slaw… Musisz zostać, dobrze wiesz, że nie możemy zabrać wszystkich…” – usłyszał. „Nie opuszczamy Cię… Potrzebujemy Was, trzeba zadbać o resztę. Mój ojciec dokonał tego, możemy zdobyć przewagę! Nie pozwól zaprzepaścić naszej jedynej szansy. Przygotuj ich na Powrót” – usłyszał, przemierzając labirynty pod korporacją zajmującą się eksploracja kosmosu dziedzica jednego z wizjonerów XXI w. Człowieka, który pomimo tego iż przewidywał zagładę ludzkości przez Sztuczną Inteligencję odsunął w czasie tragiczny scenariusz formułując Przykazania SI. Widać żądza władzy nie wynikała z ludzkiej natury, a właśnie z możliwości abstrakcyjnego myślenia. O ile u zwierząt objawiała się prymitywnym podążaniem za pokarmem i rozmnażaniem, inteligencja pozwalała na usprawiedliwianie swoich poczynań w ramach „większego dobra”. Co więcej dzięki swej przezorności utajnił wraz z rządem wszystkich Stanów Rozdzielonych zaraz po Wielkiej Wojnie program kosmiczny odcinając go nawet od Sieci. Slaw wiedział, że tylko dzięki niemu życie organiczne występuje jeszcze gdzieś indziej niż w klatce na tej planecie.

W pewnym momencie dotarł do dziwnego pomieszczenia. Sklepienie było okrągłe jak w obserwatorium, rozżarzone tysiącami gwiazd. Na jego środku w niebieskiej poświacie stało biurko a za nim przygarbiony choć sporej postury człowiek. Slaw powoli podszedł bliżej. Twarz człowieka za biurkiem była lekko kwadratowa, nienaganna fryzura, zadbana cera i dobrze skrojony garnitur zdradzały jego wysoki status społeczny.

-Znam cię. Ty jesteś….
-Tak, to ja.

Slaw zerwał się z łóżka. Poczuł przeszywający ból głowy. Pobiegł do lustra i powoli odgarnął włosy za lewym uchem, ból nie dawał za wygraną. Wiedział co tam jest, ale nie mógł z tym pójść do nikogo. Wyciągnął nóż z szuflady oraz palnik ze stosu narzędzi w drugim pomieszczeniu, którego zwykł używać jako zapalniczkę. Trzęsącymi rękoma rozgrzał nóż i zanim zemdlał wyciął spory kawałek skóry za swoim uchem. Ból przeszył go niczym piorun od głowy do stóp. Po chwili doszedł do siebie. „Raz kozie śmierć” – pomyślał. Chwilę siłował się z nożem próbując podważyć jakiś niewielki metalowy przedmiot. Ten po kilku sekundach oderwał się z jego ciała jednocześnie z jego świadomością. Slaw osunął się na ziemię. Niewielki okruch metalu mrugał złowrogo wśród ciemności raz po raz malując refleksy w kałuży krwi…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.