Tesla, lustro i prestiż…

Tutaj miały się znaleźć „Wojny x86”, „Druga sieć, która oplecie świat” lub inny jakże oryginalny tekst traktujący o firmach, którymi się – nie bójmy się tego słowa – „jaram”. Być może już za późno, ale ostrzegam – kto nie widział „Prestiżu” Krzyśka Nolana niech ucieka tam gdzie Intel mówi dobranoc 😉 I tak już zdradziłem zbyt wiele…

 

 

Every great magic trick consists of three parts or acts. The first part is called „The Pledge”.

Za każdym razem kiedy oglądam ten film, czuję się naprawdę dziwnie. Może pomyślicie, że to coś dziwnego pisać o tak specyficznym filmie wybitnego reżysera w kontekście technologii. I choć po głębszym zastanowieniu jednak jest o czym pisać – nie skupię się raczej na czystej technologii w tym filmie, bo i tej jest tu niewiele – „magia” to bardziej odpowiednie słowo…

Pokażę wam zwykłą historię – dwóch współpracowników jakich wielu na świecie. Tych, których rozdzieli śmierć ukochanej jednego z nich podczas wykonywania obowiązków będzie o rzędy wielkości mniej, ale to dalej nic magicznego, nic co zyskałoby miano jednorożca. Ta z pozoru zwykła historia jest czymś niezwykłym, czymś co pozwoli zrozumieć potęgę ludzkiego umysłu i ambicji… A także niebezpieczeństw na jakie mogą swego właściciela wystawić…

The second act is called „The Turn”. The magician takes the ordinary something and makes it do something extraordinary. Now you’re looking for the secret…

Dwóch ludzi, dwa cele, dwie drogi… Tak podobne, a jakże inne.

Kiedy Angier, opętany myślą górowania w magicznych sztukach iluzji nad swoim wrogiem Bordenem, który to nie pamięta, lub jak myśli Angier nie chce pamiętać jaki supeł zawiązał na rękach jego ukochanej przed tragicznym występem w klatce z wodą nie potrafi rozwikłać zagadki „przetransportowanego człowieka” (jakkolwiek dziwnie nie brzmiałoby moje autorskie tłumaczenie), film zaczyna wkraczać na ciekawe ścieżki pomocy przy użyciu technologii.

Ale czy można uznać za technologię coś co działa – choć nie wiemy jak i nie wie tego sam jej twórca? Czy maszyna kopiująca rzeczy do niej wchodzące jest jeszcze maszyną, czy już wcieleniem zła? Czy magia to tylko określenie zastępujące frazę „nie wiem”, czy przestarzała forma odpowiedzi „to są prawa fizyki, których nie rozumiem”. Ludzie nie chcą wiedzieć, jak rzeczy działają… Nienawidzą obdzierania z tego co niezwykłe, co pozwala im poczuć fascynację i wyjątkowość. Jak działała więc maszyna Tesli? Ano działała tak, że kopiowała to co do niej weszło… Na nieszczęście wraz z inwentarzem wspomnień, uczuć i przekonań. Każdy kto raz do takiej maszyny by wszedł i musiał zabić swoje odbicie, czy też klona, spaliłby ten szatański wynalazek… Ale nie Angier. Angier to ambicja, Angier to zemsta, Angier to chęć bycia najlepszym, Angier to ego, Angier to nieobliczalność…

A Borden? Borden to praca, żmudna, pełna wyrzeczeń, poświęceń, łez i półśrodków, życia na pół gwizdka. Borden to cena jaką płaci człowiek za swoje osiągnięcia, osiągnięcia których sam nie docenia. Które nie napełnią go i nie uczynią szczęśliwym.

You don’t really want to know. You want to be fooled. But you wouldn’t clap yet. Because making something disappear isn’t enough; you have to bring it back. That’s why every magic trick has a third act, the hardest part, the part we call „The Prestige”.

O czym ja tutaj bredzę? Sam się chwilę nad tym zastanawiałem… Chyba o wszystkim innym niż powinienem. Kto po raz pierwszy został postawiony obok maszyny? Klon czy Angier? Kto kogo zastrzelił? Czy to było morderstwo i czy było ono złe? Co czyni nas tym kim jesteśmy? Gdyby klon przeżył, to czy po kilku latach miałby swoją osobowość odmienną od swego „wzornika”? Ten koncept jest niepokojący, niekomfortowy – obdziera nas z tego co wyjątkowe, gdyby można było nas klonować, przestajemy mieć embargo na powód dla naszego istnienia, stajemy się jednym z wielu. Myślę, że mało kto zastanawiał się nad tym podczas projekcji. Ja także nie – dopiero dziwny seans, znienacka, w górach podczas weekendowego wypoczynku dał mi do myślenia.

W końcowych scenach filmu dowiadujemy się, że Angier nigdy nie wiedział kim będzie – człowiekiem wpadającym do klatki z wodą, skazanym na śmierć czy Prestiżem, triumfalnie wznoszącym ręce nad pełną podziwu publicznością. Tylko ktoś o niebywałej odwadze lub/i chorobliwej ambicji mógł zdobyć się na takie poświęcenia – każdego dnia przeżywać zagadkę śmierci i życia. Grać w ruską ruletkę ze Schrödingerem, być żywym i czekać na swoją śmierć każdego dnia. Co więcej uważał, że nie robi tego dla siebie – robił to, bo wierzył w to co robi. Dawał ludziom „magię”, nadawał ich nudnym życiom chwilę niezwykłości, wyostrzał ich zmysły na rzeczy, które jeśliby tylko istniały, rozpalałyby ich ciekawość i wyobraźnię.

Nothing is impossible, Mr. Angier. What you want is simply expensive.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.