CZERWONO-NIEBIESKI DUET

Już od dłuższego czasu błąkała się mi po głowie myśl o napisaniu historii firmy, którą młodzi ludzie składający komputery na przełomie minionego wieku powinni doskonale znać. Nie zabrałem się jednak do tego, ponieważ byłaby to swoista podróż przez młodość, a na tę widocznie nie byłem jeszcze gotów. Stało się dziś jednak coś, co nie pozwala, aby rubryka techno-komentarzy świeciła pustkami i jednym do tej pory artykułem. Oto bowiem dwa znienawidzone obozy w odcieniu czerwonym (choć kiedyś było to zielone logo do czasu przejęcia ATI) oraz Intel w narożniku niebieskim od dekad wymierzając sobie gromkie grzmoty na procesorowym ringu stają ramię w ramię, patrząc trochę to ze zdziwieniem trochę z przerażeniem na wchodzącego do ringu zawodnika zielonego. I choć przypisując Intelowi atrybuty pięściarza wagi ciężkiej, Nvidii solidnego kick-boxera, który to częściej kopie niż uderza pięściami, a AMD zawodnika MMA która walczy wszechstronnie aczkolwiek w o wiele niższej wadze od dwóch pozostałych, może się wydawać, że taki twór jak AMD powinien dawno zostać pożarty przez cięższych przeciwników – ale tak się nie dzieje.
W przeszłości Advanced Micro Devices również było pięściarzem jednak z czasem nauczyło się różnych niestandardowych technik przejmując ATI zajmującą się produkcją akceleratorów graficznych Radeon, pozwalając tym samym na walkę w różnych płaszczyznach. Jak wspominałem nie będzie to artykuł o historii tego przedsiębiorstwa, dlatego już kończę z analogiami do sztuk walk – dosyć powiedzieć, że wszechstronność jest zaletą wysoce pożądaną, ale mistrza w danej dziedzinie pokonać bardzo ciężko o czym przekonał się boleśnie niedawno sam Connor McGregor w pojedynku z Floydem Mayweatherem. Tyle słowem wstępu, które nieco naświetla sytuację na rynku mikroprocesorów x86 oraz akceleratorów graficznych w roku 2017, prawie piętnaście lat od premiery pamiętnych Athlonów 64 FX.

Plotki o tzw. IP deal (umowa na licencjonowanie własności intelektualnych) na chipy graficzne dla procesorów Intela ze stajni AMD krążyły w sieci od około roku, kiedy to niejaki Kyle Bennet z HardOCP twierdził, iż taka umowa zostanie niedługo ogłoszona. Nic takiego jednak nie miało miejsca, co kilka miesięcy jednak plotka uzyskiwała drugą młodość, choć miała wątłe przesłanki w postaci napisów „Vega inside” na wzór „Intel inside”. Te okazały się słusznie zmyślonymi podróbkami zdjęć, ale oto dziś Intel oficjalnie potwierdził: „Kupujemy Radeony do naszych procesorów, pakujemy je z pamięciami HBM2 i tak powstałą paczkę sprzedamy w cieniuśkich, smuklutkich ultra-bookach za gruby hajs”. Ten kto choć trochę interesuje się branżą PC oraz półprzewodników ten wie, że to nie jest sytuacja jaka zdarza się codziennie. Owszem Intel doszedł do porozumienia o licencjonowanie patentów na produkcję iGP (integrated graphics processor) do swoich CPU od Nvidii za 1,5 miliarda dolarów na okres 5 lat, jednak po pierwsze co już wspomniałem była to Nvidia nie stanowiąca zagrożenia w segmencie CPU więc był to deal całkiem bezpieczny dla obu stron transakcji. Po drugie Intel nie był w stanie rozwinąć tej technologii dostatecznie, aby zagrozić APU (accelerated processor unit) z obozu AMD, ponieważ o ile w danym czasie rdzenie ich procesorów mocno odstawały od Intela, o tyle akceleratory graficzne z serii Radeon nie dawały szans odpowiednikom Intel HD Graphics. Nvidia mogła więc spać spokojnie dając tak naprawdę Intelowi jedynie możliwość działania na przyzwoitym poziomie bez dedykowanej karty graficznej jednocześnie nie pozwalając Intelowi konkurować z mocniejszymi wersjami ich własnych akceleratorów.
Tutaj jednak jedną rzecz trzeba wyjaśnić – plotka okazała się prawdziwa, ale tylko częściowo – potwierdzona została rok później niż przypuszczano oraz przede wszystkim AMD nie udziela żadnej licencji, po prostu będzie sprzedawać chipy z serii Radeon Vega (najprawdopodobniej Vega11 28-32***, o których niedawno się mówiło, choć to niepotwierdzone informacje) Intelowi, a ten złoży to w całość dodając HBM2 wraz z opracowanymi przez siebie interfejsami łączącymi CPU, GPU oraz pamięć (przy okazji najwidoczniej omijając opatentowany przez AMD specjalny interposer wykorzystywany w akceleratorach Vega 56 oraz 64). Odetchnąłem z ulgą, przez ostatnią dekadę APU to był segment, który mógł i powinien zawojować niezagospodarowane nisze laptopów, ultrabooków i konwertowalnych urządzeń 2 w 1, jednak z powodu relatywnie słabych do konkurencji rdzeni Piledriver, a następnie Steamroller czy Excavator oraz wysokim poborem energii, który wynikał z przestarzałego 28nm procesu technologicznego, na którym AMD „ugrzęzło” związane z jedynym ówczesnym dostawcą krzemu w postaci Global Foundries, tak się nie stało. Dziś jednak po 8 miesiącach od premiery architektury ZEN, która to pozwoliła powrócić w glorii i chwale z błogosławieństwem Jima Kellera (który to zaprojektował wcześniej wspomniane legendarne mikroprocesory 64-bitowe z rodziny K8) oraz pod czujnym „executive” (polskie słowo „wykonaniem” niezbyt mi tutaj pasuje) obecnego CEO Lisy Su, takie APU na rdzeniach ZEN + jednostkach graficznych architektury Vega pozwoliłoby na prawdziwe trzęsienie ziemi.

Powstaje pytanie – dlaczego tak się nie stało? Dlaczego AMD nie zaprezentowało własnego APU z identycznymi rozwiązaniami lecz rdzeniami ZEN? Argumentów można domyślać się tutaj kilku – po pierwsze, AMD nie istnieje zbytnio obecnie w segmencie mobilnym. W roku 2006 kiedy to Intel nieuczciwie przepłacał łapówkami producentów OEM takich jak Dell, HP i innych co zostało udowodnione przed sądem, AMD straciło wiele z rozpoznawalności swej marki. Dodatkowo samo później wybrało kierunek dla Bulldozer, który okazał się niezbyt trafnym wyborem stawiającym na większą liczbę rdzeni (co dziś w Ryzenach okazało się nareszcie sukcesem, ale aż po 5 latach i widmem bankructwa) w połączeniu z modułową ich architekturą kiedy to jednostka FPU (do obliczeń zmiennoprzecinkowych) była współdzielona pomiędzy 2 rdzenie. Ówczesne oprogramowanie nie potrafiło skorzystać z dobrodziejstw tej architektury, seria FX była odświeżana jednak została zapamiętana jako gorąca i prądożerna jednostka do zastosowań raczej pół-profesjonalnych niż do grania, ponieważ Intel zaprezentował architekturę Sandy Bridge – wśród nich takie legendy jak i5-2500k czy i7-2600k, które to do dziś dobrze radzą sobie po tylu latach od premiery. Wszystko to składa się na obecnie niską rozpoznawalność marki w segmencie mobilnym, gdzie wysokie TDP i niska wydajność pojedynczego wątku nie pozwalały na szeroki wachlarz zastosowań w laptopach. Dlatego dziś z perspektywy tego, iż Intel dzierży w szachu praktycznie cały rynek mobilny – decyzja o sprzedaży chipów bezpośrednio Intelowi pomijając łańcuch dostawców wydaje się trafna. AMD oczywiście nie rezygnuje ze swoich APU – te naszczęscie pojawią się już w sezonie świątecznym pod kodową nazwa Raven Ridge – będą to 4 rdzenie ZEN z technologią SMT czyli zapewnią 8 wątków oraz przy bardzo niskim nominalnym TDP 15W (konfigurowalne od 9 – 25W) przyzwoitą wydajność w grach z Vegą na pokładzie (10 i 8 CU – jednostek wykonawczych), będzie to jednak segment niższy bardziej energooszczędny, który zadowoli się w miarę mocnym procesorem oraz jedynie przyzwoitymi osiągami graficznymi co pozwoli na przedłużenie pracy na baterii oraz kolejne rekordy w smukłości urządzeń mobilnych szczególnie w zastosowaniach biznesowych.
Kolejnym argumentem niech będzie fakt, iż produkcja pamięci HBM2 zastępująca w serii Vega GDDR5 jest mocno ograniczona – Hynix zalicza kolejne opóźnienia w ich dostawach, a Samsung nie radzi sobie z rosnącym zapotrzebowaniem ze strony wszystkich trzech producentów – AMD potrzebuje ich do Vegi, która to w grudniu znajdzie swoje miejsce w serii iMac Pro, oczekiwane są ciągle niereferencyjne wersje partnerów OEM takich jak Sapphire, XFX, MSI czy Asus, na dodatek Nvidia używa HBM2 dla swoich topowych akceleratorów CUDA Tesla, a teraz jeszcze Intel potrzebuje ich do swoich procesorów. Ruch ten może oznaczać, że skończyły się przysłowie żarty – kiedy Intel wychodzi z taką inicjatywą, w pewnym sensie łamiąc swoje zasady co do konkurencji z AMD, jedno jest pewne – popyt będzie duży i technologia właśnie uzyskała potrzebne potwierdzenie ze strony wiodących producentów półprzewodników.
Trzeci powód jest natomiast zupełnie prozaiczny – jeszcze 1,5 roku temu pojedyncza akcja AMD kosztowała poniżej 2 dolarów, a w roku 2020 sama firma miała zbankrutować. Dziś sytuacja jest diametralnie inna – cena akcji to obecnie ok. 12$, muskając czasem granice nawet 15$ za akcję, AMD ogłasza coraz lepsze wyniki kwartalne (ponad 120 milionów dolarów zysku non-GAAP za Q3 2017), a same ich produkty nie były tak dobre i rozbudzające entuzjazm od ponad dekady. Nie znaczy to jednak, że AMD nie potrzebuje pieniędzy – potrzebuje bardziej niż kiedykolwiek, musi nadrobić stracone lata na wydatki w R&D, aby utrzymać przewagę tam gdzie jeszcze ją ma (przewaga technologii APU czy to, że AMD to jedyny producent mikroprocesorów X86 oraz akceleratorów graficznych jednocześnie, kończąc na Infinity Fabric, który to magicznie pozwala łączyć kilka mniej skomplikowanych kawałków krzemu przy niskich opóźnieniach). Decyzja ta, jeśli umowa została sporządzona w odpowiedni sposób w co raczej nie wątpię pod mądrym przewodnictwem Su pozwoli zarobić sporo grosza, zwiększyć rozpoznawalność marki, pozwoli zaistnieć w mobilnym hi-endzie, a kiedy przyjdzie czas na ZEN 2 w 7nm oraz NAVI dla GPU… Uderzyć z podwójną mocą autorskiego APU korzystając z doświadczeń nabytych teraz.
Wspomniałem również, że Intel oraz AMD boją się Nvidii – szczególnie Intel, który to chyba zaczyna zauważać, że coraz więcej obliczeń można przerzucać na GPU za co właściwie odpowiada architektura x86 – pozwala zachować kompatybilność, jednak od dekad nic nie zmieniło się diametralnie dla obliczeń CPU przez te wszystkie lata. Jeśli dobrze rozumiem ten „strach”, to właśnie Intel nie chce zostać wypchnięty z rynku AI co zostało potwierdzone poprzez wykupienie MobilEye za bagatela 15 miliardów dolarów (była to firma zajmująca się systemami autonomicznej jazdy dla samochodów, której to rozwiązania znalazły się w Autopilocie Tesli – swoją drogą prowadziłem AP w wersji 1 od MobilEye i czapki z głów takie cuda przy użyciu 1 kamery!). Kiedy nie masz odpowiedniego produktu, czasem trzeba spuścić głowę i poprosić o dopełnienie swojego – tutaj Radeon pasuje idealnie.

Wygląda to na wielki „turnaround story”, choć nie chciałbym być uznany za hurra-optymistę i ofiarę niezdrowego hype’u to porównania do historii Apple wydają się nie być już tylko pobożnym życzeniem. AMD może w końcu być równorzędnym rywalem w walce gigantów, jeśli nie dziś to niechybnie przed końcem obecnej dekady.
Temat z pewnością jeszcze poruszę, szerzej opisując nadzieje na zaistnienie na rynku serwerów oraz innych… Mam wręcz pewność, że o AMD jeszcze usłyszymy…

A Wy co sądzicie? Tylko Intel + Nvidia, czy Team Red Was przekonuje w ostatnim czasie? Nie bójcie się komentarzy, fajnie jest czasem podyskutować, do czego serdecznie zachęcam!

*** obecnie pojawiły się przecieki rzekomo potwierdzające jednak 24 jednostki CU


1 thought on “CZERWONO-NIEBIESKI DUET

  1. Wiecz0 napisał(a):

    Pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.