REAKCJA ŁAŃCUCHOWA

Ten artykuł miał się zaczynać słowami „Wielkie wątpliwości wkradły się na kryptowalutowe parkiety. W ostatnich dniach Bitcoin czyli „pierworodna” kryptowaluta przebiła psychologiczną barierę 10 000$ za sztukę, windując nawet do 11 000$. Bariera ta była w 2013 roku dziesięciokrotnie niższa, już wtedy chwytano się za głowy wróżąc rychłe pęknięcie bańki, co właściwie miało nawet miejsce, ale po 4 latach od tamtych wydarzeń jesteśmy tu znowu i piszemy identyczne artykuły, zmienił się jedynie rząd wielkości oraz świadomość wśród zwykłych ludzi.”.
A kończyłem czymś w stylu „Kiedy piszę te słowa Bitcoin pod własnym ciężarem ogromnego wzrostu w ostatnich miesiącach chwieje się od 32 tys złotych aż do 38 tysięcy (dzisiejsze maksimum). Blady strach padł na inwestorów oraz amatorów szybkiego zarobku, aby nie powtórzyło się pęknięcie bańki z 2013 roku. O Bitcoinie można by pisać godzinami o tym jak dał życie setkom innym kryptowalut jak Litecoin, Ethereum czy Monero. O kapitalizacji całego rynku sięgającej 250 miliardów dolarów czy o przepisach, które różnią się w zależności od kraju jak interpretować tego typu „pieniądze” – jako walutę, towar czy majątek.”.
To już historia Bitcoin ciągle mnie zadziwia.

Ale od początku.

18 sierpnia 2008 roku zostaje zarejestrowana domena Bitcoin.org, a dnia 31 października ktoś pod pseudonimem Satoshi Nakomoto na Cryptography Mailing List na metzdowd.com publikuje pierwsze informacje o swojej pracy nad Bitcoinem – siecią peer-to-peer, która ma posłużyć za walutę bez udziału zaufanej trzeciej strony opartej na tak zwanym „Proof of work”. Z dniem 3 stycznia 2009 roku pierwszy blok (genesis block) jest już wykopany wraz z wiadomością – „The Times 03/Jan/2009 Chancellor on brink of second bailout for banks”. W przeciągu kilkunastu miesięcy usuwa się jednak w cień i oddaje repozytoria oraz kontrolę nad protokołem Gavinowi Andresenowi, developerowi który to dołączył do grupy rozwijającej Bitcoin Core (portfel pozwalający na przechowywanie oraz ich wydawanie).
Dość tajemniczo prawda? W posiadaniu Satoshi’ego pozostaje około milion BTC – wartych dziś ok. 11 miliardów dolarów.

Tyle o historii, a jak działa sama sieć Bitcoina? Fundamentem, na którym oparty jest protokół Bitcoina to tzw. „blockhain” – łańcuch bloków. Jest to nic innego niż publiczny wykaz wszystkich transakcji (ale nie wypełniamy żadnych danych osobowych – w teorii jest więc anonimowy), a owe transakcje są zapisane w „wykopywanych” blokach w porcjach dążących do 10 minutowych odcinków czasu (uśredniając). Same bloki tworzone są w ten sposób, że blok n wskazuje na blok n-1 poprzez załączenie w sobie funkcji skrótu wiadomości z bloku n-1. Ten z kolei zawiera funkcję skrótu bloku n-2 i tak dalej. Dzięki temu jeśli dwa węzły (podłączony portfel do sieci p2p) uznają skrót jakiegoś bloku w łańcuchu, niemożliwym staje się podrobienie pojedynczego bloku – wszystkie poprzednie musiałyby być unieważnione. Funkcja skrótu używana w Bitcoinie to SHA-256 uznawana za bardzo bezpieczną.
Dystrybucja natomiast BTC czyli wspomniane ich „wykopywanie” wygląda w ten sposób, iż „poole” czyli miejsca, do których podłączone są urządzenia obliczające funkcje skróty (na początku były to zwykłe procesory CPU, dziś to wyspecjalizowane układy ASIC) rywalizują ze sobą, aby zrobić to pierwsze i rozgłosić w całej sieci. Zależ to od parametru trudności, która zmienia się co 2016 bloków, tak aby średnio co 10 minut blok był wykopywany. Zostaje to nagrodzone obecnie 12,5 BTC (na początku istnienia natomiast 50 BTC, później 25), a tzw. „halving” czyli zmniejszenie nagrody za blok o połowę odbywa się co 4 lata (210 tys. bloków).
Każdą transakcję musi potwierdzić sieć za co pobierane są opłaty – kiedyś nic niznaczące ułamki, a dzisiaj? No właśnie – wcale niemało o czym później.
Maksymalna ilość Bitcoinów w obiegu to 21 milionów BTC (dziś to już ponad 16 milionów) – stanie się to w roku ok. 2100 roku ponieważ później wydobywane będą tak znikome ilości BTC, że sieć powinna się utrzymywać z potwierdzania transakcji, a nie ich wydobywania jak dotychczas.

Wszystko to i kilka innych rzeczy, składa się na to, że otrzymujemy rozproszoną, deflacyjną w swej idei, względnie anonimową sieć pozwalająca na szybkie, tanie i bezpieczne transakcje wszędzie tam gdzie sięga Internet. I o ile są bezpieczne to na pewno nie są jednocześnie szybkie oraz tanie, dziś trzeba wybrać jedną z tych właściwości.

Kiedy w 2012 roku po raz pierwszy zainteresowałem się BTC (dziś aż wstyd ciągle nie być milionerem) kosztował ok. 10 dolarów, a sieć była wydajna i tania. Ostatnie wydarzenia jednak z 2017r. „przytkały” sieć tak bardzo, że społeczność developerów oraz właścicieli kopalń (pooli) podzieliła się na obozy proponujące różne rozwiązania tych kwestii. Ostatecznie oryginalny Bitcoin wprowadził tzw. SegWit (Segregated Witness) co pozwoliło na obniżenie kosztów o kilkadziesiąt procent – z obecnych 10-15 zł (aby transakcja nie utknęła i dotarła w ciągu godziny / dwóch) na kwoty jednocyfrowe. To dalej sporo i trzeba używać nowszych portfeli z funkcją SegWit (10% ruchu sieci), dlatego odrębny obóz doprowadził do powstania „hard fork’a” czyli oderwania łańcucha i wprowadzenia w nim potrzebnych zmian, a w konsekwencji powstania nowej kryptowaluty BCC (Bitcoin Cash). Cały problem polega na ustalonym przez Satoshiego wielkości bloku – 1mb tylko tyle danych może zostać przez 10 minut rozprowadzone w sieci. Stało się tak, aby nie można było nadużywać wielkości bloku do zalewania jej spamem co doprowadziłoby do efektów podobnych do ataków DoS. SegWit pozwolił w skrócie na średnią wielkość bloku ok. 1,8mb (poprzez zmianę bajta na 1/1 000 000 część „jednostki”) bez większych zmian w protokole, aby nie podkopywać zaufania społecznośći oraz trzymać się wytyczonej ścieżki przez założyciela. Bitcoin Cash natomiast od razu zwiększył blok do 8mb zostawiając bramę otwartę na kolejne zwiększenie limitu wraz z kilkoma innymi modyfikacjami.

Sam w 2012 i 2013 roku ogłaszałem Bitcoina prawdziwą rewolucją i wojną przeciwko systemowi monetarnemu, ale człowiek trochę dorósł i zobaczył, że to jednak sama technologia – blockchain jest tak naprawdę wartością. Samo BTC może (ale nie musi) stać się internetowym szybkim płatnikiem za gry w dystrybucjach cyfrowych lub instrumentem finansowym o charakterze spekulacyjnym. Pieniądz 2.0? Być może, ale raczej nie w tej postaci – ważne, że pokazał jak niepozorny pomysł (choć wzorowany na innych tak naprawdę) z dobrym wykonaniem i zrozumieniiem problemu potrafi wykreować ogromną wartość. I być może już za kilka, kilkanaście lat coś jeszcze lepszego i bardziej dostosowanego do przyszłego świata płatności stanie się prawdziwym następcą dzisiejszyego pieniądza fiducjarnego. Pomimo tego, uważam że za kilka dobrych lat BTC i tak będzie warte wielokrotnie więcej niż 12 000$ – jego specyficzna natura będzie kreować wzrosty w czasie koniunktury, ale także paradoksalnie w czasie kryzysów. Przeszkodzić mogą jedynie regulacje państw – jeśli choć kilka z rozwiniętych krajów uzna BTC za walutę i stworzy mądre przepisy wtedy wszystko jest możliwe. Czego sobie i Wam życzę. HODL! 🙂

Zabawimy się w małe #rozdajo – wyróżnię 5 najlepszych komentarzy, które opublikujecie na blogu nagrodą 0,0005 BTC na dzień dzisiejszy to jakieś 23zł… a za 5 lat może 230zł 🙂 Wymagane jest podanie adresu e-mail (nie są publikowane) tak abym mógł skontaktować się z autorami wyróżnionych komentarzy w celu uzgodnienia adresów portfela. Jeden autor – jedna nagroda. Wyniki ogłoszę 17.12, po kontakcie w Wigilię pójdą przelewy 😉
Opiszcie swoje doświadczenia z krypto, początkami na forach bitcointalk, 4chana czy reddita, podzielcie się przemyśleniami na temat kryptowalut oraz ich przyszłości, użytelności i wyceny.


13 thoughts on “REAKCJA ŁAŃCUCHOWA

  1. Karol napisał(a):

    Przygodę z krypto światem rozpocząłem w okolicach 2014 roku. Pamiętam, że miał wtedy miejsce dosyć spory krach, który zniechęcił mnie do tego tematu na jakiś czas (może gdyby nie to zniechęcenie i taktyka „hodlerów”, to byłbym teraz jednym z wielu bitcoinowych milionerów). Na początku bitcoin wydał mi się czymś nowym, co ze względu na swoją świeżość osiągało kolejne szczyty wartości (w porównaniu do dzisiaj brzmi to śmiesznie xd), otwierając furtkę do wzbogacenia się. Dzisiaj patrzę na to inaczej – bitcoin to tymczasowy król kryptowalut, które w przyszłości staną się czymś użytecznym i powszechnym ;0

    1. technolust napisał(a):

      Bardzo podobnie do mnie, choć ja za wygraną nie dałem i kopało się doge / panda i inne krypto oparte najczęścej na Scrypt. Wiedziałem, że kurs jeszcze kiedyś wystrzeli, ale 17 000$ nie przewidywałem w najśmielszych marzeniach 🙂

  2. Neftri napisał(a):

    Pierwszy raz o bitcoin dowiedziałem się 4 lata temu przy piwku z znajomymi. Na początku nie mógł przebić moich poglądów co do łatwego bogactwa i to przez bardzo długi czas, a no bo do teraz… Pisałeś w artykule, że wstyd nie być teraz milionerem 🙂 Co prawda smutno trochę z tego powodu, ale po dłuższych przemyśleniach wiem że parę lat temu mogło by to mi zniszczyć życie, a tak mam narzeczoną (w sierpniu ślub) i jakieś plany. Dziś przyszedł ten dzień gdzie mam nadzieję, że jestem gotowy, kasa mi nie uderzy do głowy i tylko czekam za weryfikacją konta by zakupić jakiś symboliczny ułamek bitcoina 😀 Po południu raczej już będę szczęśliwym pasażerem bitcoinowego pociągu 😉 pozdrawiam!

  3. Mate napisał(a):

    Rok 2013, wielkie zainteresowanie Litecoin, to i młody ‚Mate’ zainteresował się kryptowalutami. Zaoszczędzone pieniądze z kilkumiesięcznego kieszonkowego ~500 zł przeznaczam na zakup LTC przez kantor Autovaluta / Liliontransfer. Robię tak dwa razy. W tamtym czasie chłonąłem wiedzę, jak szalony. Interesowało mnie wszystko – od Bitcoina, przez darkweb kończąc na 4chanie. Litecoin miał w sobie jednak „to coś”. Alternatywa dla za drogiego już wtedy dla mnie Bitcoina (eh.. spójrzmy dzisiaj na cenę 62 000 zł hehe), bardzo przyjazna społeczność i samo to, że nazywano go cyfrowym srebrem utworzyło w mojej głowie bardzo miły obraz kryptowalutowego świata. Mija chwilę czasu i zaczyna się pojawiać coraz więcej kryptowalut, ja natomiast jako bagholder dalej siedzę w LTC. Nagle trach. Autovaluta znika, Liliontransfer znika, dostało się i Litecoinowi po kursie i poleciał w dół. Nie przejąłem się i na rok temat odłożyłem na bok – biernie obserwowałem rynki kryptowalut. Pod koniec 2016 roku zacząłem na nowo mocno interesować się tematem i postanowiłem zamienić LTC w LSK. W dłuższej perspektywie bardzo dobry ruch (zwielokrotnienie majątku) i tak siedzę do dzisiaj będąc w posiadaniu dużo większego portfolio alternatywnych krypto.

    Uważam podobnie jak autor, że kryptowaluty (podobnie jak Bitcoin) stanowią pewną wartość. U większości z nich wartością jest… możliwość pomnażania zysków. Kilka z nich jednak posiada fundamentalne podstawy ku temu aby zmienić system monetarny jeszcze w XXI wieku. Co jednak zaczyna martwić, to fakt, iż wahania na giełdach zaczynają być bardzo nieprzewidywalne. Bez odpowiedniej edukacji w tym zakresie wiele osób potraci majątki, a może i nawet życie. Tutaj jako społeczność krypto powinniśmy interweniować.

  4. Łukasz napisał(a):

    Kryptowalutami interesuje się pobieżnie, zauważyłem jednak kilka problemów, przynajmniej jeżeli chodzi o bitcoiny, chodzi mi szczególnie o długi czas oczekiwania na transakcję/wysokie opłaty. Miał być super opcją do wykonywania mikrotransakcji a obecnie do tego się nie nadaje. Ludzie zainteresowali się rosnącym kursem i zaczynają kupować, powodując jeszcze większy wzrost kursu co przekłada się na ceny przelewów jak i ich czas realizacji. Nie bez powodu steam zrezygnował z możliwości płacenia bitcoinami. Wydaje mi się, że kto miał zarobić na aktualnym wzroście już zarobił i lada dzień pojawią się spadki

  5. graster napisał(a):

    Gdyby któraś realna waluta tak gwałtownie przybrała na wartości, byłby to powód do zmartwienia. Np. gdyby 1zł za rok był wart 10.000$, teoretycznie bylibyśmy krajem milionerów, ale szybko zrozumielibyśmy jakie są tego konsekwencje. W przypadku BTC mało kto się o to troszczy (choć przecież BTC miało być”publiczną” walutą…) .
    Myślę że prawdopodobny, gwałtowny spadek wartości BTC może przekreślić na wiele lat kryptowaluty (tzn. ich konkurencyjność wobec realnych walut). Kto (poza współtwórcami i entuzjastami) będzie się chciał posługiwać w życiu codziennym nieobliczalną walutą.
    Jeśli włodarze systemu monetarnego zastanawialiby się nad sposobem „zdyskredytowania” kryptowalut to taka sztucznie napędzona, gwałtowna hossa na BTC byłaby odpowiednia.

    1. technolust napisał(a):

      Bardzo ciekawy punkt widzenia – zdyskredytowanie i ośmieszenie Bitcoina jako waluty poprzez „inside job”. Trochę z „filmów z żółtymi napisami”, ale wszyscy je lubimy i czasem ziarnko prawdy niosą 😉

  6. Marek napisał(a):

    Podzielę się moimi przemyśleniami.
    A gdyby tak odrzuć na chwilę oparcie wartości BitCoina na podstawie jego aktualnego kursu, a oprzeć ją na popularności? Na przykładzie mojej rodziny wiem, że wśród 4 najbliższych tylko ja posiadam jakieś drobne ilości, 1 z osób nie posiada nic, ale mocno się nad tym zastanawia, 1 jest wielkim przeciwnikiem i 1 prawdopodobnie nie wie o jego istnieniu. Wydaje mi się, że moja rodzina pod względem świadomości i tak wybija się ponad przeciętną. Ale czy tak było 5 lat temu? Na pewno nie. Wtedy, jak podejrzewam, tylko ja wiedziałem o BTC.
    Aktualnie BitCoin jest na fali. Mówią o tym w wiadomościach, przeprowadzane są wywiady i reportaże z posiadaczami a ekonomiści łamią sobie głowę nad tym zagadnieniem. Ostatnio słyszałem, że jeden z odcinków niezwykle popularnego serialu (Teoria Wielkiego Podrywu) traktował w całości o BTC. To jest już mainstream.
    Wróćmy więc do założenia, które postawiłem na początku. Odrzućmy oparcie wartości BitCoina na podstawie jego aktualnego kursu, który potrafi, w ciągu kilku godzin, przebić kolejne magiczne granice. Paradoksalnie ogromna korekta wartości może przyczynić się do wzrostu popularności. Wiem, że wśród moich znajomych są ludzie, którzy planują „wejście” w BTC po najbliższej korekcie.
    Jeśli do świadomości ludzi trafi, że można na nim zarobić, coraz więcej ludzi będzie w niego inwestowało – chociaż sto, może dwieście złotych, by tylko spróbować. A jak się nie uda? Trudno, z głodu nie umrze.
    Aktualnie (podobno) przyrost użytkowników na CoinBase to ok. 100 tys. 100 tys. osób miesięcznie jest w stanie zaryzykować te kilka złotych (czy dolarów), by potencjalnie zdobyć pieniądze. Załamanie? Korekta? Krach? OK, ale wzrasta popularność.
    Tak jak napisałeś w artykule, BitCoina może być maksymalnie 21 mln. Przy znacznym wzroście popularności te 21 mln będzie rozdysponowane na coraz większą liczbę osób. Wzrost popularności (popytu) jest równoznaczny ze wzrostem ceny. Popularność jest kluczem.
    HODL! Najbliższa korekta może okazać się strzałem w dziesiątkę. Bo po niej nastąpi wzrost (i popularności i kursu). Znaczny wzrost.

    1. technolust napisał(a):

      Z moich obserwacji wynika, że tak to właśnie działa. Kiedy w TV i na wszystkich portalach prowadzone są dyskusje ludzi uznawanych za publiczne i „godne zaufania” społeczeństwo widzi, że to już nie jest zwyły śmieszny „internetowy pieniążek”. Bitcoin to już część popkultury, mówi się o nim wszędzie i jego logo jest rozpoznawalne wszędzie.

    2. graster napisał(a):

      BTC stałoby się popularne jako lokata/możliwość przyszłego zysku (podobnie jak kupienie obrazu z nadzieją wzrostu wartości) a nie jako waluta/środek płatniczy. Do tego potrzebne jest pewne pewne zaufanie…

      Poza tym opieranie sukcesu BTC na popularności może być zawodne. Było już wiele popularnych i modnych zjawisk którymi po przysłowiowych „5 min. sławy” nikt się nie interesuje.

      1. technolust napisał(a):

        Jedno drugiego nie wyklucza – po prostu BTC będzie dalej rosnąć w adopcji, zyskiwać na popularności, ale niekoniecznie będzie dobrą walutą. @Marek twierdził, że dzięki temu więcej ludzi zacznie aktywnie trzymać, kupować i transferować, a kurs za tym podąży. Nie znaczy to, że BTC będzie dobrą walutą, ale spokojnie zawsze coś w protokole można zmienić, najważniejsze aby bezboleśnie i z głową, aby nie stworzyć wrażenia centralnego sterowania. BTC tego nie uniknie będzie musiało pójść z duchem czasu, inaczej pozostanie tylko symbolem…

  7. Maciej napisał(a):

    A ja jak napaleniec zaczalem teraz, mimo, ze interesowalem sie juz dlugo, zawsze byla ta lekka obawa, ale kto nie ryzykuje szampana nie pije 😉
    Dej Pan pisiont mBTC ;p

  8. Oświecony napisał(a):

    O Bitcoinie dowiedziałem się przypadkiem, kiedy interesowałem się darknetem, bo przecież dla młodych osób najciekawsze jest to, co jest zakazane. Myślę, że był to 2012, wtedy kiedy jeszcze żył najpotężniejszy market internetowego podziemia – Silk Road. Oglądając to co jest tam oferowane, najbardziej zaciekawiła mnie cena. Czemu jest tutaj tyle miejsc po przecinku? Co to za waluta? Szybko znalazłem, że to Bitcoin. Zacząłem o nim czytać i być coraz bardziej zafascynowanym. Prosiłem nawet mamę, aby kupiła mi chociaż część za moje pieniądze, ale „Co ty chcesz jakieś numerki w internecie? Nie po to babcia dała ci te pieniądze. Lepiej kup sobie teraz czekoladę, a resztę zachowaj na później”. Nic bez konta bankowego nie mogłem poradzić. Teraz, kiedy już takie konto posiadam, stwierdziłem, że czas kupić bitcoina. Portfel już ogarnięty, aby trzymać w nim walutę przyszłości. No to co, widzimy się „na księżycu” 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.