SŁOWO NA NIEDZIELĘ – CIEMNĄ DOLINĄ GeForce PARTNER PROGRAM

Kiedy leżąc pod palmą na wietrznej i słonecznej Lanzarote dowiedziałem się jakie skutki niesie za sobą tytułowy GeForce Partner Program aż musiałem przejść się, może nie po pokoju, ale już wokół basenu jak najbardziej. Otóż gigant z Santa Clara uznał, że aby być transparentnym i rzekomo dla dobra konsumenta, OEMy takiej jak Asus / Gigabyte czy MSI powinny oferować markę „gaming’ową” jak Republic of Gamers (Asus ROG), Aourus (Gigabyte) tylko z układami Nvidii. Spełnienie tej obietnicy skutkowałoby dostępem do najnowyszch technologii zielonego producenta, co właściwie należy odczytać jako to, iż niespełnienie takiego zobowiązania jest równoznaczne z drugorzędnością producenta w oferowaniu układów GeForce. Oczywiście sformułowanie samego programu jest inne – teoretycznie bowiem, nie musi to być Aourus, Gaming X czy ROG natomiast Nvidia wiedząc, że posada znaczny 66,3 – procentowy udział w rynku dobrze wie, że OEMy nie zaryzykują stworzenia nowej marki dla układów GeForce oznaczałoby to bowiem świadome zmniejszenie sprzedaży najpopularniejszych akceleratorów graficznych. Dlatego jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji jest dla nich stworzenie nowej marki dla AMD (lub co gorsza jej brak), która to no właśnie – byłaby nierozpoznawalna i potrzebowałaby dziesiątek milionów dolarów nakładów finansowych na reklamę, wydarzenia, sponsoring i dotarcie do świadomości klientów. I niestety ten scenariusz najprawdopodobniej właśnie się realizuje – z głównych witryn MSI zniknęły Radeony RX5xx w wersji Gaming, a pozostały jedynie układy referencyjne i gorszej jakości kontrukcje Armor. Inni producenci jak Gigabyte po prostu usunęły napis Aorus, co choć łagodniejsze w skutkach i tak obdziera Radeony z zaufania, a także grozi brakiem najwydajniejszych konstrukcji chłodzenia i projektów specjalnych płyt PCB dla kart graficznych spod czerwonego znaku.

Zastanówmy się dlaczego doszło do tak kuriozalnej i, w przynajmniej w moim mniemaniu – anty-konkurencyjnej sytuacji na rynku GPU. Nie od dziś wiadomo, że Nvidia od pewnego czasu woli stawiać na zamknięte technologie, owiane cieniem tajemnicy i szeptanych optymalizacji (a właściwie dysoptymalizacji dla AMD) w programie Gameworks czy na zamknięte sterowniki. Oczywiście gigant z Santa Clara ma prawo robić co mu się żywnie podoba jeśli tylko przestrzega prawa, lecz takie praktyki a w szczególności udowodnione zachowania jak specjalne zwiększanie mnożnika teselacji dla niewidocznych obiektów w scenach gier, z którymi gorzej radzą sobie układy AMD (choć Vega mocno ją zniwelowała), tylko po to aby sztucznie zaniżać wydajność Radeonów – wydają się mieć na celu jednak nie dobro konsumenta, a jedynie dobro sprzedaży kosztem ludzi, którzy wybrali inną firmę.

W każdym razie po ostatnim raporcie jonpeddie okazało się, że udział w rynku Radeonów zwiększył się kwartał do kwartału z 27,2% do aż 33,7%. Zadało to kłam twierdzeniu, jakoby Nvidia dominuje na rynku dedykowanych kart graficznych. I choć nie wiemy ile dokładnie układów trafiło do graczy w związku z gorączką kopania kryptowalut, nie podlega wątpliwości, że RTG (Radeon Technology Group) dalej liczy się w stawce o spore udziały w rynku.
Czyżby zatem ten krok miał na celu odcięcie AMD od świata gamingowego? Tego nie wiem, ale jak to ostatnio bywa modne – podejrzewam.
Nie mnie oceniać czy tego typu praktyki są niezgodne z prawem antymonopolowym w poszczególnych krajach, mam jednak nadzieję, że największe instytucje pochylą się nad tym problemem i zapobiegną eskalacji zanim będzie za późno, dla nas jako dla technologicznych freaków jest to przecież gwarant niższych cen wynikający ze zdrowej konkurencji na duopolowym rynku GPU.

Amen.