WIZJONER PART 10 – SPADAJĄCE GWIAZDY

Cienie przemykających ukradkiem Samsona oraz Slawa przeplatały się w radosnej, mogłoby się wydawać, grze pośród tu i ówdzie sączących się z trudem poprzez wszechobecny kurz promieni starych świetlówek. Od bardzo dawna w tych stronach maszyna nie podróżowała z człowiekiem, a przynajmniej nie bez łańcucha. Para związana była jednak czymś innym – niezrozumiałym dla Slawa splotem wydarzeń, których szansa zaistnienia wydawała się wręcz niewiarygodnie znikoma. Po kilkugodzinnej wędrówce kilometrami podziemnych korytarzy, schodząc na coraz to niższe poziomy zapomnianej relikwii minionych wieków dotarli przed stare okrągłe grodzie. Półokrągła brama nadgryziona zębem czasu, dumnie znosiła swój wiek nie kryjąc swoich rdzawych plam, wciąż jednak dawała jasno do zrozumienia, że bez dostępu nie wpuści przez swój próg nikogo.

Slaw podszedł do panelu sterującego, który bladym światłem oblał twarz siwowłosego żołnierza.
„No stary przyjacielu, obyś nie mylił się z tymi kodami.” – pomyślał i wpisał sekwencję dostępu.

Potężny huk wstrząsnął w posadach laboratorium. Ogromna warstwa pyłu uniosła się w powietrze, jakby grodzie po głębokim śnie strzepało je ze swego okrycia. Z niechęcią wynikającą zapewne ze zbyt dużego tarcia, brama powoli zaczęła odsłaniać to czego strzegła przez wszystkie te lata. Para humanoidów niepewnym krokiem weszła do pomieszczenia zanurzonego w półmroku. Slaw przeraził się. Oto jego oczom ukazało się pomieszczenie, o którym śnił jeszcze kilka dni temu. Sferyczne sklepienie zbyt mocno wryło się w jego pamięci, sklepienie ze snu o wizjonerze.

– I co teraz? – wysyntezował Samson powodując, że fale dźwiękowe zaczęły odbijać się jak szalone echem po całym pomieszczeniu.

Slaw nie zdążył nawet odpowiedzieć kiedy ogromne wrota zaczęły same się zamykać. Z przerażeniem obaj rzucili się do ucieczki, ale leniwe z początku grodzi jakby odmłodniało. Po kilku sekundach Samson odbił się z hukiem od metalowej powierzchni ich więzienia. Nagle ich oczom ukazał się żarzący niebieskim światłem hologram. Podeszli do niego podejrzliwie, zerkając na siebie z niepewnością. Fotony ułożyły się w kształt znanego im obojgu, oblicza mężczyzny w podeszłym wieku.

– Gabriel! Co to znaczy? – wykrzyknął Slaw.
– Spokojnie Slaw. Chciałem abyście na ten niezmiernie trudny czas pozostali tam gdzie wszystko się zaczęło. Jesteście zbyt cenni, życzcie nam powodzenia i nie gniewaj się druhu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za kilka dni zobaczymy się twarzą w twarz. Jesteście w najlepiej strzeżonym miejscu, o którym wiem na Ziemi. Nasze ataki orbitalne na pewno odczujecie, ale nie bójcie się – własnoręcznie naniosłem Wasze koordynaty do systemu zbrojnego. Ominą was, włos ani wiązka z waszych głów nie spadną.
– Ale jak to? Dlaczego? Myślałem, że w tej sali znajdziemy coś czego potrzebujesz do przeprowadzenia ataku?! – nie dawał za wygraną przepełniony złością Slaw.
– I tak właśnie jest, Slaw. Potrzebuję was tam, aby przeprowadzić atak. Przygotowałeś armię, ona nam pomoże – już się z nimi skontaktowaliśmy. Sam nie pomógłbyś nam na polu bitwy, potrzebujemy cię po desancie. Was. Samson, twoja rola sięga daleko poza moje zrozumienie, ale nie zwykłem kwestionować woli moich przodków. Musisz być naprawdę wyjątkowy i oby tak było. Jesteście dobrze zaopatrzeni, racje żywnościowe wytrzymają tam nawet sto następnych lat. Już czas. Boże pobłogosław nam, do zobaczenia.
Hologram rozpłynął się powoli wsączając się do centrum sklepienia nad ich głowami.
Slaw zastygł w bezruchu, po raz kolejny czuł się jak porażony prądem. Nie był w stanie zebrać myśli. „Kurwa, ile razy jeszcze.” – przeklął w myślach.
– Wygląda na to, że trochę tu pobędziemy. Dzień, na który czekałem całe życie będzie się musiał obejść beze mnie – rzucił kręcąc głową.
– Nic z tego nie rozumiem. Myślałem, że wiesz po co tu jesteśmy – odpowiedziała zdziwiona maszyna.
– Teoretycznie tak, to tutaj pod przykrywką dalszych badań Modelu Wszechświata i Nowej Fizyki, stworzono pierwszą SI – w Europeum. Stany Rozdzielone wspierały Saxona, no wiesz ojca Gabriela, ale chciały badania prowadzić gdzie indziej. I to było najlepsze miejsce.

Światło lekko zamigotało, jakby czekając z niecierpliwością na uderzenie. Nie musieli długo czekać, dźwięk który usłyszeli mieli wspominać do końca życia, nie tylko oni zresztą…