Od dłuższego czasu zabierałem się do napisania czegoś więcej o najpopularniejszej firmie motoryzacyjnej ostatnich lat. Prezentacja Tesli Semi oraz Roadstera powinna być zapalnikiem dla chociażby chwilowego napawania się osiągnięciami i zapowiedziami amerykańskiego koncernu z Doliny Krzemowej w choćby krótkim techno-komentarzu. Tak się jednak nie stało. Nawet wyścig z czasem o uspokojenie inwestorów w szalonej próbie produkcji 5000 sztuk Modelu 3 na tydzień nie natchnął mnie do napisania tekstu. Sam się sobie dziwię, że bomba zrzucona na głowy kolejno trzymających krótkie pozycje przeciw Tesli na giełdzie w postaci słynnego „Funding secured” Twittera Muska, a następnie oskarżenia SEC o manipulowaniu kursem spółki także nie skłoniły mnie do opisania tej barwnej historii. Dopiero teraz siedzę i zachodzę w głowę od czego w ogóle zacząć, aby opisać ten roller coaster ostatnich miesięcy wokół CEO Tesli. Dlaczego? Ponieważ właśnie spełniły się czarne scenariusze i SEC (The U.S. Securities and Exchange Commission) pozwał Muska w wymienionej wcześniej sprawie zarzucając mu wprowadzające w błąd działania z naruszeniem choćby zasady informowania NASDAQ (giełdy technologicznej USA) przed tego typu publicznymi zapowiedziami. I choć CEO producenta samochodów elektrycznych uznał, po rozmowach z zarządem oraz negocjacjach w sprawie wycofania firmy z giełdy, że lepiej będzie, aby Tesla pozostała spółką publiczną – mleko się rozlało. Ale zastanówmy się jak do tego wszystkiego doszło?

Zacznijmy może od wprowadzeniu do produkcji Modelu 3 – samochodu, który to miał pozwolić amerykańskiej klasie średniej na przesiadkę do pojazdu z napędem elektrycznym. Stać się to powinno z powodu wyceny na 35 000 dolarów amerykańskich. Pamiętam w 2016 roku podczas oficjalnej prezentacji, rezerwacje złożyło ponad 400 000 klientów. I każdy z nich musiał uiścić depozyt w wysokości 1000$ (refundowany w razie późniejszej rezygnacji)!. To było coś niespotykanego, liczba rosła z każdym dniem aż do pół miliona rezerwacji po czym Tesla przestała informować o ich stanie, nie chcąc zniechęcać dalszych zainteresowanych wizją czekania 3-4 lat zanim będą mogli zasiąść w swoim wymarzonym samochodzie. Na fali ogromnej popularności, zdecydowano się przyspieszyć budowę linii produkcyjnych i zrezygnowano z odpowiednich próbnych faz produkcji. W połowie roku dalszego po prezentacji Tesla zaczęła produkcję z zamiarem dostarczania pierwszych modeli pracownikom wewnątrz korporacji oraz SpaceX należącej także do Elona Muska. Ta jednak rodziła się w bólach i w trzecim kwartale wyprodukowano tylko kilkaset tych samochodów, a następny kwartał nie był pod tym względem o wiele lepszy – z taśmy zjechało około 1500 sztuk, kiedy CEO Tesli obiecywał produkcję na poziomie 5000 sztuk na tydzień. Wydatki w tym czasie okazały się bardzo duże, co nikogo nie dziwiło, jednak nie dało się pokryć choćby części z nich Modelem 3. Dopiero w drugim kwartale tego roku Tesla potrafiła dotrzymać swych zapowiedzi, jednak był to tzw. „burst rate”, a więc szalona produkcja siedem dni w tygodniu na pełnych obrotach z pominięciem opłacalności i logiki, swoiste „wszystkie ręce na pokład”. Tego Tesla potrzebowała, po niefortunnym primaaprilisowym dowcipie na Twiterze, który to miał stać się zapowiedzią nadużywania mediów społecznościowych przez „szalonego” (jak uważało i uważa dziś wielu) wizjonera. O czym był, każdy widzi:

Po ogłoszeniu wyników za drugi kwartał pomimo ogromnych strat ponoszonych przez firmę wszystko wyglądało całkiem nieźle – wiara inwestorów została przywrócona dobrymi wynikami produkcji. Straty były tłumaczone „chomikowaniem” samochodów przed dostarczeniem klientom w USA ilości samochodów, która przedwcześnie mogła spowodować wycofywanie federalnych dotacji dotacji w wysokości 7500$ odliczeń z podatków dla kupujących samochody elektryczne Tesli (przekroczenie progu 200 000 dostarczonych samochodów powodowało zmniejszenie go o połowę po następnym kwartale od jego przekroczenia). Na konferencji z udziałowcami Elon ponownie zapewnił, że kwartał trzeci będzie tym, od którego Tesla stanie się samowystarczalna z punktu widzenia finansów i stanie się w końcu dochodowa, a samego Modelu 3 Tesla wyprodukuje 50 000 – 55 000 sztuk. To cholernie dużo jak na firmę, która do niedawna nie byłą w stanie produkować więcej niż 100 000 pojazdów na rok. Dla oddania perspektywy tylko to tutaj zostawię:

Niestety jak pewnie słyszeliście, dyrektor wykonawczy prawdopodobnie zdał sobie sprawę, że dochodowość jego firmy będzie tak wielkim wydarzeniem, iż nie będzie już nigdy w stanie jej wycofać z giełdy z powody zbyt dużego potrzebnego na ten cel kapitału. KABUM! „Considering taking Tesla private 420$ a share! FUNDING SECURED!” W tamtej chwili nie wiedziałem co o tym myśleć. Poczułem smutek, ponieważ wiedziałem, że jeśli ta transakcja dojdzie do skutku zarobię te kilkadziesiąt procent na posiadanych akcjach, ale to koniec z inwestowaniem w firmę, z którą wiązałem spore nadzieje na przyszłość. Ostatecznie dałem się ponieść emocjom i chęci szybkiego zysku kupując sporo udziałów po 350$ za akcję (przecież miały się sprzedać za 420$ prawda? :D). Później działo się jeszcze wiele, łącznie ze słynnym popijaniem whiskey i paleniem zioła na antenie podczas podcastu z jednym z najbardziej znanych amerykańskich ludzi parających się tym właśnie zajęciem – Joe Roganem. Do tego wywiad telefoniczy z NYT, w którym Elon Musk przyznał się, że jest przepracowany i nie wychodzi z firmy przez całe tygodnie, a czasem dla snu musi zażyć Ambien (lek nasenny). W mediach aż huczało, sztandarowym tematem było poszukiwanie COO (Chief Operating Officer) i wysłanie Muska na przymusowy urlop, aby wziął prysznic i się ogarnął. Muszę przyznać, że ten moment wykorzystałem z uśmiechem na uśrednienie ceny kupna, aby zapomnieć o nabyciu udziałów za 350$ za akcję. Było to dla mnie po prostu śmieszne i dalej jest. Ale o to siedzę i patrzę jak po zakończeniu sesji giełdowej na NASDQ akcje lecą na łeb na szyję o 15 niemal procent. Wszystko z powodu oficjalnego postawienia zarzutów przez wspomniany wcześniej SEC, a z tym już nie ma żartów.

Tesla to Elon Musk, a Elon Musk to Tesla. Nie jestem żadnym ekspertem, ani prawnikiem i wyrażam tu tylko własną opinię, ale nie wierzę w jakieś poważne konsekwencje dla CEO Tesli. kilka tygodni po „Funding secured” Musk opisał wszystko bardzo dokładnie – jak był pewien zainwestowania Funduszu Arabii Saudyjskiej, a później przy pracach nad prywatyzacją spółki, jak to skądinąd grupa Volkswagena wraz z Silver Lake chcieli zainwestować aż trzydzieści miliardów dolarów jako prywatni inwestorzy. Powiedział także, że wycofał się z tego, kiedy zrozumiał, że to nie jest inwestor, którego chciałby się słuchać podczas sterowania jego firmą.
Jeśli jednak stałoby się inaczej, bylibyśmy świadkami czegoś naprawdę niesłychanego – Tesla prowadzona przez Muska w krótkim okresie zostałaby rozdeptana na giełdowym parkiecie, a nie może sobie na to zbytnio pozwolić. O ile SpaceX jest dochodowe i zapewne potrafiłoby dalej funkcjonować, to Tesla nawet pod przewodnictwem Elona jest przez wielu skazana na bankructwo (z powodu bardzo dużych zobowiązań spłat rozpoczynających się już w listopadzie tego roku opiewających 200 milionów $, a w marcu 2019 aż 900 kolejnych milionów). Ja pozostaję optymistą, widząc jak dużo zrobiła ta firma dla gospodarki USA, a w szerszym horyzoncie czasowym może dać światu byłoby skrajnie nieodpowiedzialnym posuwanie się do radykalnych kar. Oczywiście prawo jest prawem i po prostu Eon wybroni się z tego jak powinien – z głową uniesioną bez sztuczek i szemranych trików.
Tego wam i sobie życzę. Świat bez Tesli to świat TeDeIków i 1.5 TURBO VTECów, przynajmniej w Europie 🙂